Luty 2015 – w 5-milionowym Singapurze na świat przychodzi modowy marketplace Zilingo – miejsce dla ciekawych marek i projektantów. W ciągu pierwszych 3 miesięcy rejestruje się 300 sprzedawców, a w listopadzie 2015 roku startup otrzymuje kredyt zaufania w postaci $2 milionów wsparcia na start.

zilingo-11Wydawać by się wtedy mogło, że nieco na wyrost.

Tymczasem – wrzesień 2016 – po niecałym roku od tamtego czasu, startup zrzesza już ponad 2000 sprzedawców i projektantów z Singapuru oraz Tajlandii (67 milionów mieszkańców). Wzrost niemal dziesięciokrotny, zainteresowanie inwestorów również większe. Dzięki temu pozyskuje 4-krotnie większe wsparcie w wysokości bagatela $8 milionów. Jak na niecałe 2 lata od powstania to kwoty zawrotne.

Demokratyzacja mody.

Główną misją startupu jest pomaganie w rozwoju małym, niezależnym i nikomu nieznanym projektantom, którzy w dużej mierze działają nawet bez sklepu internetowego, bądź którzy z trudem starają się promować własny sklep online.

Zilingo zrzesza ich wszystkich na jednej platformie, www.zilingo.com. Daje szansę, aby każdy miał równe szanse walki o klienta. Wyciąga rękę do tych, którzy najczęściej nigdy nie mieliby jakichkolwiek szans, aby zostać dostrzeżonym szerszej publice.

zilingo-mainzdjęcie: Twórcy startupu, Ankiti Bose (z lewej) oraz Dhruv Kapoor.

To, co w dużej mierze zachęca, to duża pomoc i szeroki wachlarz narzędzi, jaki oferuje startup dla nowych projektantów. Organizuje kwestie wysyłek, co jest już raczej standardem na tego typu platformach, a ich koszt bierze na siebie.

Co więcej, każdy sprzedawca może obsługiwać swój sklep z poziomu smartfona, gdzie zarządzają inwentarzem a nawet wrzucają nowe produkty, czy odpowiadają klientom, lub promują swoje ubrania wewnątrz portalu, na czym zarabia startup.

Na czym jeszcze zarabia Zilingo?

Przede wszystkim nie pobiera żadnych opłat od sklepów za samo działanie na platformie. Zamiast tego, bierze dla siebie 10-20% od każdej transakcji. To dużo, jednak platforma taka jak Zilingo, zrzeszająca w dużej mierze trudniej dostępnych projektantów, nie gromadzi popularnych marek, a zatem nie musi konkurować ceną.

Dlatego też startup skupił się właśnie na branży modowej i niszowych markach, ponieważ nigdy nie wygrałby wojny z wielkimi marketplacami jak popularne u nas Zalando, które jest w stanie oferować bezkonkurencyjne obniżki cen na swoje produkty znanych, popularnych, i tym samym nudnych – marek z sieciówek.

Z tego względu nawet te kilkanaście procent, które projektant musi oddać Zilingo, sprawia, że każdy na samym końcu jest zadowolony. Startup zarabia, promując niszowe produkty, alternatywne marki sprzedają własne ubrania, zyskując tym samym rozgłos, a klient cieszy się z zakupu mniej popularnego produktu, którego nie można dostać w każdej galerii handlowej.

Optymizm w liczbach.

Od początku powstania na Zilingo zarejestrowało się blisko pół miliona osób, co musi robić wrażenie. Startup chwali się również tym, iż rejestruje 30-40 tysięcy transakcji miesięcznie.

zilingo-screenshot-3Zilingo stawia również na mobile. Znaczna część zakupów pochodzi właśnie stąd i jest to element, którym stara się wyróżniać od typowych marketplaców modowych. Konwersja ze strony webowej startupu to 3%, z kolei bezpośrednio ze smartfonów wynosi ona już 4%.

Pierwiastek Snapchata.

Zilingo pracuje nad innowacjami na swojej platformie. Jedną z nich ma być opcja video w konwencji Snanchata, dzięki któremu to sprzedawcy mogliby zaprezentować krótką migawkę ze sprzedawanym towarem. Ciekawa alternatywa do typowych wszędzie zdjęć wykonanych lustrzanką w studio, która z pewnością przekona tą część klientów, jeszcze z dystansem podchodzących do robienia zakupu na podstawie samego zdjęcia.

Cicha przewaga Zilingo

Zazwyczaj platformy takie jak Allegro – służą nie tyle do sprzedaży, ale reklamy danych produktów. Klient szuka danego ciucha czy innej rzeczy w sieci, a następnie udaje się do sklepu stacjonarnego, gdzie dokonuje zakupów. W tym wypadku mamy do czynienia ze zgoła odmienną sytuacją.

Zilingo nie martwi się jednak tym z jednego prostego powodu. Wielu projektantów, którzy tworzą niszowe ubrania i oferują je na Zilingo, nie posiada nawet własnych sklepów stacjonarnych, najczęściej sprzedając swoje ciuchy w realu wyłącznie na lokalnych eventach czy targach modowych. Dzięki temu, ruch nie ucieka im do offline, startup zarabia i planuje wejścia na kolejne rynki.

Przyszłość. Kierunek – Indonezja.

Pozycja w Singapurze oraz Tajlandii jest już obiecująca. Zilingo w przyszłym roku wejdzie jeszcze dalej, na rynek o wiele większy, niż obydwa, na których dotychczas funkcjonuje. Mowa tutaj o Indonezji i jej 250 milionowym społeczeństwie, gdzie żyje ponad 100 milionów potencjalnych klientów startupu.

Rozmowy z pierwszymi projektantami i markami trwają. Pamiętajmy, że ten praktycznie nieznany nikomu poza Azją startup zamknął finansowanie z imponującym wynikiem $10 milionów w zaledwie 19 miesięcy od startu w lutym 2015 roku. Mimo tego, że nasz krajowy rynek jest 2-3 krotnie mniejszy od tego, na jakim operuje Zilingo, to polskie startupy z branży modowej mogą jedynie pomarzyć nawet o 1/10 takiej kwoty.

Jakby tego było mało, jeśli Zilingo uda się przekonać chociaż niewielki ułamek nastolatków w kraju o tak ogromnym potencjale, jakim jest Indonezja, to wraz ze swoim innowacyjnym podejściem oraz nastawieniem na mobile może odnieść jeszcze większy sukces, co prawdopodobnie zamknie kolejną rundą finansowania, z tym że już na poziomie $30-$40 milionów.

 

Napisz coś od siebie!