Tinder to sprytna i bardzo prosta aplikacja randkowa, która w ciągu zaledwie 4 lat startu w 2012 roku zyskała ponad 50 milionów aktywnych fanów na całym świecie. Dziennie korzysta z niej 10 milionów ludzi, natomiast ilość płatnych użytkowników osiągnęła niedawno okrągły milion.

Polega ona na niczym innym, jak ocenie osób na podstawie zdjęć w konwencji – podoba mi się/ nie podoba mi się – a w konsekwencji, łączenia ludzi w pary. Nie możesz do nikogo zagadać, dopóki sam nie spodobasz się drugiej połówce. Wtedy Tinder umożliwia Ci dodatkowe opcje, masz możliwość zaczepienia, rozmowy i umówienia się na randkę. Tylko tyle.

Sukces startupu leży w jego prostocie, a ponad milion płatnych użytkowników (np. za nieograniczoną ilość polubień w ciągu doby) sprawia, że doczekał się wielu naśladowców, jednakże żaden z nich nie osiągnął jeszcze porównywalnej skali, opierając się na modelu działania Tindera. Stąd też temat jest tak ciekawy, bo z jednej coś, co wydawać by się mogło proste, tak ciężko jest skalować w innych, alternatywnych formach.

Warto pochylić się jednak nad jednym z naśladowców.

Pewien startup postawił sobie za zadanie, aby stworzyć model równie prosty, który pozwala wycisnąć z formy Tindera jeszcze więcej. Chodzi o startup noszący nazwę Magnet. Projekt, tworzony przez dwóch Włochów w Stanach Zjednoczonych.

Sama aplikacja jest już zarówno na iOS jak i Android. Świetnie przygotowana grafika, klimat niczym z Jamesa Bonda. Wszystko perfekcyjnie skrojone, robi wrażenie, szczególnie jak na appkę z ilością pobrań w przedziale 50-100, która najprawdopodobniej ani razu nie połączyła ze sobą nawet dwóch osób.

Jest to alternatywna wersja Tindera, która w swoich funkcjonalnościach posiada pewne jasne przewagi nad nim, aczkolwiek którego główne rozwiązanie ubija skalowalność startupu.

To połączenie Tindera i Foursquare. W jakim sensie? Twórcom Magnet chodzi o to, aby sprowokować ludzi do randkowania w tym miejscu, gdzie aktualnie się znajdują. To jest ciekawe, bowiem nadaje pewien kontekst przelotnej znajomości, pewien wspólny mianownik, od którego można zacząć interakcje.

Tinder działa jak radar, w którego to zasięg określasz w kilometrach. Nie odnosi się do konkretnego miejsca, jak koncert, czy impreza pod gołym niebem, tylko raczej do samego miasta. Czy to źle? Skąd, dla 50 milionów ludzi, jak widać wystarcza. To uproszczenie właśnie w dużej mierze leży u podstaw skalowalności aplikacji, zero ograniczeń.

Masz tylko 5 minut na podryw, dasz radę?

11_chatbMagnet bazuje na check-in’ach, czyli oznaczaniu się w danym miejscu i poszukiwaniu właśnie tam osób na randkę. Chce tym samym bardziej urealnić samą relację, gdzie tak jak w życiu, ludzie zazwyczaj na siebie wpadają, czy w sklepie, kawiarni, w klubie lub na imprezie.

Przeglądasz osoby w danym miejscu, wykazujesz zainteresowanie, a gdy jesteście sparowani, to co się dzieje? no właśnie, tutaj dopiero zaczyna robić się ciekawie. Macie bowiem zaledwie 5 minut na to, aby się dogadać.

To jest feature, który bardzo mocno wpływa na wyobraźnie i podgrzewa atmosferę. Nie możesz odwlekać gadki w czasie, nie ma czasu na ciągnięcie tematu tygodniami. Po prostu jest tu i teraz.

Pozostałe funkcjonalności wewnątrz aplikacji nie są już aż tak istotne. Jednakże najważniejszym aspektem, nad którym warto jest się tutaj rozwodzić to pytanie – czy aplikacja randkowa w takiej formie ma rację bytu? Czy można skutecznie skalować produkt o bardzo małym, ściśle lokalnym zasięgu, ograniczonym do danego budynku, czy imprezy. Nie ma w tym żadnej pomyłki, jest to główny aspekt, na który stawiają obecnie twórcy. Chcą, aby Magnet wyróżnił się od Tidnera właśnie tym, aby można było korzystać z niego wyłącznie lokalnie, poznając osoby z tego samego miejsca, czy też wydarzenia, w którym bierzemy udział.

Idea zacna, tylko, czy aby realna?

Należy sobie postawić pytanie – dlaczego Tinder nie poszedł tą drogą? Dlaczego nie zrobił tego na początku, ani nie wprowadził takiej funkcji obecnie? Skoro spotykanie się w danym miejscu, które nadaje pewien określony kontekst znajomości jest pewną korzyścią, to może warto?

Odpowiedź leży gdzie indziej. Popuplarność Tindera w dalszym ciągu jest tak wielka, ponieważ sama aplikacja umożliwia dostęp do tysięcy osób, które możemy ocenić. Co to daje? Po prostu ta „zabawa” szybko się nie nudzi.

Aby wprowadzić tego typu ograniczenie, (co do lokacji) niezbędne jest posiadanie na prawdę sporej grupy osób, które korzystają z aplikacji.

Ponadto, z Tindera ludzie korzystają z niej najczęściej w domu. Kiedy nie mają co robić. Gdy jesteś na zewnątrz, to raczej skupiasz się na tym, co masz do zrobienia, niż na aplikacji w telefonie, chyba, że łapiesz pokemony.

Aby idea randkowania w danym miejscu była sensowna – trzeba mieć pole manewru, możliwość wyboru, którą oferuje Tinder, gdzie jesteś w stanie przeglądać dziesiątki profili dziennie. Niezbędna jest pewna masa krytyczna,

Marketing startupu również nie pozostawia złudzeń

Jaki patent mają Twórcy Magnet na marketing? Skoro ich głównym celem jest, aby ludzie zaczęli wykorzystywać ją do poznawania ludzi w miejscu, w którym się aktualnie znajdują, to starają się przykuć ich uwagę właśnie podczas różnych imprez masowych.  Wykonywali już szereg takich akcji, jednak z mizernym skutkiem.

Historia pokazuje, że o sukcesie tego typu aplikacji decyduje ich wiralowość, której naturalnie trzeba nieco pomóc. Twórcy jednak wydają się kompletnie tego nie rozumieć, stosując rozwiązania marketingu rodem z lat 90-tych, które nijak się mają do produktu, który lansują.

Potencjalne źródła wzrostu

Dla kontrastu – ich profil w social media posiada zawrotną liczbę 220 fanów. Dlaczego? Czy tego typu rozwiązania dla społeczności nie powinny być właśnie wśród tej (internetowej) społeczności rozpowszechniane? Weźmy chociażby pod uwagę dziesiątki przykładów influencer marketingu, gdzie „gwiazdy” Instagrama lansują już takie marki jak chociażby konkurencyjny Happn  z 10 milionami użytkowników na całym świecie. W jaki sposób wchodził na rynek polski? lansując się wyłącznie przez rozpoznawalne gwiazdy Instagrama.

To nie musi być oczywiście konieczność. Można podejść do tematu podobnie, ale od nieco innej strony. Jak powszechnie wiadomo, największym stopniem zaangażowania i interakcji cechują się na Instagramie osoby, które posiadają do 5 tysięcy fanów. To sprawia wrażenie bliskości, ludzie chętniej korzystają też z rekomendowanych przez nich produktów. O wiele tańsze byłoby również pozyskanie takich ambasadorów marki.

Dlaczego nie pójść krok dalej – można uwikłać społeczność w różnego rodzaju konkursy w social media, które, choć już nie tak nośne, z pewnością nadałyby bardziej wirusowy wymiar samej inicjatywie. Podejść z tej strony są dziesiątki.

Można również wysilić się na współpracę z innymi markami, na przykład wśród marek niszowej odzieży lub zdrowej żywności. Organizując wspólne, banalne akcje, na zasadzie promocji – zaloguj się do Magnet, przyjdź do sklepu X, zagadaj do Pani Kasi przez aplikację, a ona da Ci 20% zniżki w sklepie, w którym pracuje. Czy to nie zachęca i jest angażujące? Może być.

Podsumowując, można zrobić na prawdę wiele, aby rozprzestrzenić wieść o tej jakże oryginalnej aplikacji szerszej publice. Magnet jednak (póki co) tego nie robi i wydaje się czekać, aż to ludzie zainteresują się nimi. Są zbyt pasywni – a do 50 milionów użytkowników Tindera daleko. Być może to nie kwestia marketingu samego w sobie, tylko tego, iż koncepcja skupiona wokół „hiper-lokalności” nie jest po prostu skalowalna? Cóż, chyba jeszcze żadnej tego typu appce nie udało się odnieść sukcesu w ten sposób, w jaki chce osiągnąć to Magnet. Mogą być pierwsi.

Mogą, ale nie muszą i prawdopodobnie – nie będą. Koniec końców, zawsze pozostanie pivot i zmiana podejścia, o ile nie będzie za późno.

Napisz coś od siebie!