Kogo nie wkurzają reklamy w internecie? Palec do budki! Cóż, nikogo chyba nie dziwi, że budka pozostaje pusta. Na dodatek kreatywność twórców badziewia zaśmiecającego nasze przeglądarki nie zna granic, a twórcy software’u mającego nas przed tym uchronić chyba trochę za nią nie nadążają. I właśnie tutaj wchodzi clean.io.  

Przeglądarkowy koszmar

Skoro za jakimś produktem stoi internetowy weteran, to najczęściej warto mu się przyjrzeć. Tak właśnie jest w przypadku clean.io (wcześniej Clean Creative), startupu współtworzonego przez Setha Demseya, który wcześniej pracował dla Google i Microsoftu, a ostatnio skupił się na dostarczaniu oprogramowania mającego stanowić odpowiedź na koszmar przeżywany przez znaczną część użytkowników internetu, którym są różne formy reklam w coraz bardziej pomysłowy sposób wdzierające się w naszą ukochaną przestrzeń.

Lata pracy u technologicznych gigantów nauczyły Demseya niezwykle wzniosłego mówienia o narzędziach, które w gruncie rzeczy odpowiadają na bardzo proste potrzeby użytkowników. – Gdy myślisz o tym, z czym naprawdę mamy do czynienia – zapomnij o mediach, zapomnij o reklamach – mamy do czynienia z piękną otwartością sieci – mówi Demsey. – To pozwala na komponowanie na stronie różnych elementów pochodzących od różnych ludzi, ale ta siła kompozycji otwiera również drzwi do nadużyć.

Stare narzędzia są do bani

Sztandarowym przykładem takich nadużyć są przekierowania na maksymalnie irytujące strony z ofertami bonów podarunkowych na produkty, które nikogo nie interesują. Demsey, który zjadł zęby na pracy przy mnóstwie internetowych produktów w swoich poprzednich firmach twierdzi, że próbowały one przeciwstawić się tego typu praktykom na przykład poprzez skanowanie kodu witryny w poszukiwaniu różnych podatności czy chociażby wrzucając na czarną listę reklamodawców, którzy im podpadli. Wspomniane sposoby uznaje on jednak za niewystarczające. Team clean.io zaobserwował, że reklamy zmieniają się zbyt szybko, by za nimi nadążyć – stąd niska efektywność czarnych list i skanowania.

Zamiast przestarzałych metod firma proponuje “uniwersalny system bezpieczeństwa JavaScript, który pozwala nam określić, co powinno i nie powinno być dozwolone do wykonywania w JavaScript”. Świetne w narzędziu jest to, że skanuje ono uruchamiany kod JavaScript i w sytuacji, gdy wykryje kod, który powoduje u użytkownika przekierowanie na jakąś stronę, może ono sprawdzić, kto rzeczywiście stoi za takim poleceniem. Jeśli jest to wydawca włączonej strony, to prawdopodobnie wszystko jest w porządku, ale w wypadku, gdy CDN wygląda na losowy, to narzędzie go zablokuje.

Czemu to lepsze niż AdBlock?

Matt Gillis, CEO startupu, twierdzi, że jego narzędzie to świetny oręż przeciwko “najbardziej wyrafinowanym performance’owym reklamodawcom na świecie”, jak nazywa ludzi zaśmiecających nasze przeglądarki. Największa siła clean.io, która jednocześnie wyróżnia go spośród wielu popularnych narzędzi do blokowania reklam, polega na tym, że… tak właściwie nie blokuje ona reklam. Innowacja polega na tym, że przepuszcza ona reklamę, ale blokuje szkodliwy dla userów fragment kodu JavaScript, co oznacza dodatkową szkodę dla reklamodawcy: płaci on za reklamę bez uzyskania oczekiwanego efektu. Już w tej chwili wygląda to bardzo obiecująco, a ekipa startupu zapowiada oczywiście dalszy rozwój.

Źródło: techcrunch.com

Napisz coś od siebie!