Jeszcze nie ucichły echa ostatniego finansowania dla Booksy w kwocie 115 milionów złotych, a tymczasem Stefan Batory, CEO firmy, zdecydował się opowiedzieć co nieco o swoim biznesie. Pogadaliśmy o (nie)podglądaniu konkurencji i specyfice wyzwań na poszczególnych rynkach.

W jaki sposób w Booksy obserwujecie konkurencję i wyciągacie wnioski z jej działań?

Przyznam, że nieszczególnie interesują nas działania konkurencji. Jak do tej pory żaden z naszych konkurentów nie osiągnął pozycji, którą my już mamy dzisiaj, ani też nikt nie wyznaczył jednej właściwej ścieżki, która zapewniłaby mu dominującą pozycję na rynku rezerwacji online w branży health & beauty, również globalnie. Dla nas najważniejsze jest to, co mówią właściciele współpracujących z nami salonów. To jest dla nas najlepszy sygnał, jakie oczekiwania stawia przed nami rynek. Jeśli wchodzimy do salonu i słyszymy na przykład: „Moi klienci rezerwują wizyty, ale część z nich się na nich nie pojawia, przez co tracę czas i pieniądze”, to dla nas sygnał, że odpowiedzią na ich potrzeby będzie wprowadzenie funkcji przedpłat za wizyty. Budujemy swoją pozycję właśnie przez aktywne słuchanie, rozwiązywanie codziennych problemów naszych klientów i dostarczanie im realnej wartości.

Na podstawie jakich czynników podejmujecie w Booksy decyzję o wejściu na nowy rynek lub wdrożeniu nowych usług i produktów?

Podejmując decyzję o otwarciu nowych rynków koncentrujemy się na krajach, w których dostrzegamy niszę i realne zapotrzebowanie na nasze usługi. Pierwszym krajem, w którym wystartowaliśmy, były Stany Zjednoczone – mieliśmy świadomość, że sukces w Stanach da nam globalną perspektywę. Następnie koncentrowaliśmy się na krajach, w których mieliśmy realną szansę na bycie pierwszym graczem w branży. Wzięliśmy pod uwagę top 30 krajów świata pod względem wielkości rynku beauty, potencjału przychodowego, powszechności smartfonów oraz ewentualnej konkurencji, która mogłaby spowolnić tempo naszej ekspansji. W ten sposób podjęliśmy decyzję o wystartowaniu z Booksy na kolejnych dziesięciu najbardziej obiecujących rynkach. Obecnie swoją uwagę koncentrujemy przede wszystkim na sześciu z nich, a więc Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Brazylii, Hiszpanii, RPA i oczywiście Polsce. W tych krajach posiadamy swoje biura oraz lokalne zespoły sprzedaży i obsługi klienta i umacniamy swoją pozycję lidera. O wejściu na nowe rynki zaczniemy myśleć za dwa-trzy lata.

Co według Was jest obecnie łatwiejsze, a co trudniejsze, niż kiedyś? Mam na myśli na przykład pozyskiwanie finansowania, klientów czy przebicie się do świadomości użytkowników.

Bieżące wyzwania na każdym z lokalnych rynków są różne. W jednych krajach łatwiej jest przekonać właścicieli salonów do przetestowania nowego produktu i otworzenia się na rezerwacje online, w innych usługodawcy bardzo zachowawczo podchodzą do przestawienia się na pracę na wirtualnym kalendarzu i udostępnienia go swoim klientom. I tak W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy nawet Hiszpanii dużo szybciej i łatwiej jest przekonać konsumentów do czegoś nowego. Z kolei z odwrotną sytuacją spotkaliśmy się na początku naszej działalności choćby w Polsce. Tutaj musieliśmy wykonać ogromną pracę, aby przekonać fryzjerów, barberów i kosmetyczki, że ich klienci naprawdę woleliby umawiać się do nich przez aplikację, o ile dostaliby taką możliwość. Mimo że według analityków należymy do najbardziej rozwiniętych gospodarek świata, w kwestii mentalności cały czas przypominamy bardziej rynek rozwijający się.

Jeśli chodzi o pozyskanie finansowania, z jednej strony mamy już rozpoznawalną w branży markę i wypracowany model biznesowy, który przekłada się na dynamiczny wzrost. W Polsce, która pod wieloma względami jest dla nas poligonem do testowania nowych usług, osiągnęliśmy już rentowność. Cały czas wyzwaniem pozostaje natomiast przekonanie inwestorów, że te wyniki w Polsce jesteśmy w stanie powtórzyć globalnie i że to właśnie Booksy zdobędzie warty blisko 100 miliardów dolarów amerykański rynek beauty. Nam po wielu rozmowach z inwestorami udało się właśnie zamknąć kolejną rundę w wysokości 115 milionów złotych, dlatego wierzymy, że ten sukces jest w zasięgu naszych rąk.

Jaka była dotychczas najtrudniejsza decyzja, którą musieliście podjąć w Booksy?

Na niektórych rynkach, które uruchomiliśmy na samym początku, czas zweryfikował nasze globalne ambicje. Musieliśmy podjąć trudną decyzję o wycofaniu się z Indii, Filipin i Argentyny. Zdaliśmy sobie sprawę, że ważniejsze jest wygranie rynku w Stanach niż utrzymywanie drugorzędnej pozycji w innych krajach. To są na pewno trudne decyzje, w każdym z krajów mieliśmy lokalne biura i zespoły ludzi, jednak sztuką jest też postawić na to, co w dłuższej perspektywie przyniesie nam więcej korzyści.

Czy obecny produkt, który oferujecie, to było pierwsze rozwiązanie, na które wpadliście? Czy pivotowaliście, wykonując zwrot w jakimś kierunku?

Nie pivotowaliśmy, a stale rozszerzamy naszą działalność. Na początku Booksy była aplikacją jedynie do rezerwacji wizyt, łącznikiem między usługodawcami a ich klientami. Dzisiaj oprócz pierwotnej funkcji dostarczamy również kompleksowy program do zarządzania biznesem. Dzięki temu każdy fryzjer czy kosmetyczka może w łatwy sposób zarządzać pracownikami, monitorować wyniki i przychody czy promować swój biznes w internecie, a przede wszystkim w social mediach. W tym celu też nawiązaliśmy partnerstwa z takimi gigantami jak Facebook, Instagram czy Google i rozszerzyliśmy możliwość rezerwacji również o te serwisy. Ostatnio uruchomiliśmy w Polsce, Stanach, Brazylii i Wielkiej Brytanii również nową usługę, dzięki której Booksy jest największą platformą online do rozwijania biznesu i pozyskiwania nowych klientów. Nazwaliśmy ją Booksy Boost, bo pozwala w ekspresowym tempie zwiększyć obroty salonu, szczególnie pod kątem finansowym.
Co ciekawe, od samego początku myśleliśmy o Booksy jako o aplikacji skierowanej do branży health & beauty i póki co tego się trzymamy. Jednak cały czas zgłaszają się do nas usługodawcy z branż, których my sami do tej pory byśmy się nie spodziewali. I tak w Booksy zarezerwujesz online kort do gry w squasha, a także umówisz swojego psa na strzyżenie u profesjonalnego groomera. To nam pokazuje, że przed nami jeszcze wiele do odkrycia.


Startup X-RAY to cykl, w którym prześwietlamy polskie startupy. Pytamy o podglądanie konkurencji, podejmowanie niełatwych decyzji i szukanie drogi do sukcesu. Wszystkie dotychczasowe materiały cyklu znajdziesz tutaj. Chciałbyś/chciałabyś, aby Twój startup wziął udział? Daj znać na lukasz.kepka@justjoin.it.

Napisz coś od siebie!