Aplikacja powstała jako remedium na niechciane połączenia od telemarketerów i botów od niedawna pozwala na mobilne płatności, a w niedalekiej przyszłości zaoferuje szybkie pożyczki. Coś, co zadebiutowało jako komunikator, przeistacza się w kombajn mogący służyć do płatności, grania w gry i kontaktu ze społecznością. Dlaczego użytkownicy pewnych rynków coraz częściej wybierają jedną wielką apkę zamiast kilku mniejszych?

Wszystko zaczyna się w Azji

Od swojego startu w 2009 roku Truecaller, oprócz stanowiącego jego podstawową funkcję ostrzegania przed niechcianymi połączeniami, zdążył już zaoferować użytkownikom możliwość wysyłania wiadomości tekstowych, rejestrowania połączeń telefonicznych, a także dokonywania płatności mobilnych. Wśród 140 milionów użytkowników Truecallera, który nie ma przecież stricte azjatyckiego rodowodu (został stworzony przez szwedzką spółkę), 100 jest mieszkańcami Indii. Nadzieję na powrótrzenie sukcesu aplikacji mają inne działające na indyjskim rynku podmioty, które upakowują w swoje apki coraz to nowsze, często bardzo odległe od pierwotnego przeznaczenia, funkcje.

Sami włodarze Truecallera również nie operują na oryginalnym pomyśle. Nie da się ukryć, że ich sukces jest wynikiem uważnego podpatrywania WeChata, chińskiego giganta technologicznego. Coś, co zgodnie z tym, co sugeruje nazwa, na początku stanowiło nieskomplikowany komunikator, z czasem zamieniło się w wielofunkcyjną aplikację, oferującą chociażby możliwość grania w gry oraz wiele funkcji typowych dla mediów społecznościowych. Niektórzy twierdzą nawet, że WeChat posiada pewne cechy charakterystyczne dla systemu operacyjnego: ma przecież nawet swój własny “app store”, który staje kością w gardle pewnej amerykańskiej firmie z logo nadgryzionego jabłuszka.

Ale właściwie dlaczego to działa?

Ale co decyduje o tym, że ten model się opłaca? Okazuje się, że jeśli twoja aplikacja obsługuje pewną liczbę transakcji lub operacji każdego dnia, to jest na dobrej drodze, aby zdominować wiele firm, które generują znacznie mniejszy ruch. A przecież w tym biznesie chodzi o to, żeby zyskać jak najwięcej uwagi użytkownika. – Jest to podobne do sposobu, w jaki sieci kablowe, takie jak Fox i Star, stworzyły różnorodne kanały z szeroką gamą programów, tak by stworzyć wystarczająco dużo “haczyków”, aby użytkownicy mogli się ich zaczepić – twierdzi Jayanth Colla, założyciel firmy badawczo-doradczej Convergence Catalyst. – Celem tych aplikacji jest utrzymanie uwagi ludzi i zmonopolizowanie działań użytkownika na urządzeniach mobilnych.

A w końcu większe zaangażowanie użytkownika w aplikację przekłada się na wyższe dochody z reklam.

Giganci to zauważyli

Należący do Flipkarta (należącego z kolei do Walmarta) PhonePe, operująca w Indiach aplikacja płatnicza, chwali się 150 milionami aktywnych użytkowników, którzy na co dzień mogą korzystać z wielu miniaplikacji “wbudowanych” w tę dużą (np. z platformy do wynajmu aut o swojsko brzmiącej nazwie, Ola, czy lokalnym odpowiedniku Booking.com, Oyo).  Udowadnia to, że w modelu przyjętym przez Flipkart wszystko gra i buczy. A gdy dowiadujesz się, że Walmart kupuje coś za 16 miliardów dolarów, to kolejna myśl powinna pobiec w stronę przypuszczenia, że Amazon również knuje coś w tym temacie. I będzie to jak najbardziej uzasadniony wniosek.

Indyjska wersja Amazon Pay umożliwia swoim użytkownikom opłacanie rachunków telefonicznych i kablówki. Amazon nabył też lokalny startup Tapzo dostarczający apkę integrującą wiele popularnych na tym rynku usług, takich jak Uber, Ola, Swiggy i Zomato. Pewne kroki w kierunku tworzenia superaplikacji stawia też Microsoft.

Jaka będzie przyszłość?

Wiele wskazuje na to, że rynek multiaplikacji będzie rozwijał się w zawrotnym tempie. Co chwila pojawiają się nowi lokalni liderzy, a najwięksi światowi gracze również nie ignorują zaobserwowanej tendencji. Reliance Jio, córka konglomeratu Reliance Industry dowodzonego przez najbogatszego człowieka Indii, Mukesha Ambaniego, planuje ruszyć z superhiperturboaplikacją, która w sposób stały ma obsługiwać ponad 100 funkcji. Myślę, że istnieje wiele powodów, aby odwiedzić Indie, a od teraz śmiało można dopisać do listy chęć przekonania się, jak to zadziała w praktyce.

Zdaje się, że moda na superaplikacje to stricte azjatycka specyfika i jest to ściśle związane z odbywającą się tam rewolucją internetową, która właśnie wchodzi na wyższy level, a która (ze wszystkimi różnicami) jest już dawno za nami, uprzywilejowanymi użytkownikami z Europy i Stanów Zjednoczonych. Jednak niewykluczone, że i działający na rynkach zachodnich dostawcy dostrzegą pewną szansę w zdywersyfikowanych aplikacjach i zapragną przetestować ten model na rodzimym gruncie.

Napisz coś od siebie!