Startupy w Polsce to temat tak długi, jak sama Wisła. Niektóre można doceniać, inne krytykować, ale są też takie z prawdziwym potencjałem, z których kilka stara się skutecznie skalować za granicą. Ich temat można podejmować od każdej strony. Rozpływać się nad historiami sukcesów, lub kręcić nosem i debatować nad tym, czego bardziej brakuje, pieniędzy, czy innowacyjnych startupów, bo na pewno nie pomysłów.  

Gdzieś obok tego wszystkiego, 10 lat temu, Krzysztof Kowalczyk wraz Arturem Kurasińskim wpadli na pomysł, aby rozmawiać o nich, tylko tym razem nieco konkretniej, namawiając ludzi do tego, aby dali sobie spokój z całym tym marketingowym bullshitem, a podczas 20 -minutowego wystąpienia przedstawili same konkrety związane ze swoim biznesem. Tylko szczere anegdoty i fakty. Tak oto narodziła się Aula Polska.

Tutaj zaczynają się schody, bowiem stworzenie samej Auli i nadanie jej takiej formy, było czymś na tamte czasy niespotykanym, dlatego wolę oddać sprawę głos w tej sprawie bohaterowi całego zamieszania.

Odpowiemy sobie na pytanie, z jakiego poziomu zaczynała Aula, na jakim etapie jest teraz, a także, czy Aulery to ukoronowanie całej inicjatywy, czy może jest w tym temacie coś jeszcze do zrobienia. W końcu już w czerwcu wyłonienie kolejnych zwycięzców.

Jak w te 10 lat zmieniła się Aula, Aulery i sam AK? Zapraszam do wywiadu.

Cześć Artur, mieliśmy pogadać sobie o Aulerach i zaraz do tego przejdziemy, ale chyba wypadałoby zacząć od samej Auli. Jak to się wszystko zaczęło. Co podkusiło Artura Kurasińskiego do tego, aby zacząć? Raczej się nie nudziłeś, na brak zajęć nie mogłeś nigdy narzekać. Po co kolejny temat na głowę?

AK: Krzysiek Kowalczyk po jednym z zagranicznych wojaży wrócił się do mnie z fundamentalnym pytaniem “hej a może byśmy zrobili serię spotkań w Warszawie podczas których startupy mogę pochwalić się co robią a przy okazji wymienić kontakty?”.  Bingo. Obaj stwierdziliśmy, że takie spotkania są potrzebne. To był początek 2007 roku – nikt nie słyszał o demo days, startupowych eventach na kilka tysięcy osób a sami startupowcy spotykali się gdzieś po piwnicach i generalnie nikt o niczym nie wiedział. Pierwsze spotkanie Auli Polskiej odbyło się 19 kwietnia 2007 roku w warszawskim biurze Novella (dzięki wsparciu i zaufaniu ówczesnego szefa Jarka Kowalskiego – ponowne, dozgonne wyrazy podziękowania!) w grupie około 20 osób spotkaliśmy się po raz pierwszy – tematy przeróżne: od spraw praw autorskich przez inwestorskie do typowo produktowych. Po części oficjalnej zgromadzeni rzucili się na pizzę oraz do rozmów – te dwa elementy stały się kanoniczne dla całej historii Auli 🙂

Pierwsza Aula to rok 2007 i 20 uczestników. Powiedz jak to wyglądało i ilu spośród nich było z rodziny i znajomych?

AK: No jasne – większość osób na pierwszych spotkania to byli “znajomi królika” ale bardzo szybko pocztą pantoflową poszła informacja, że Aula istnieje ma taki fajny charakter i można zdobyć dzięki takim spotkaniom realną wiedzą. Bardzo ważne od samego początku były dwa elementy – autentyczność (wybieraliśmy prelegentów, którzy mieli doświadczenie w tym co robią i naprawdę coś ciekawego do powiedzenia a nie uprawiali marketingowy bełkot) oraz demokracja (każdy prelegent zostawał po Auli i cierpliwie odpowiadał na pytania, wymieniał się wizytówkami, dyskutował z publicznością). Nie chcieliśmy też budować spotkań na zasadzie “zapłać aby wejść” – bardziej nam zależało na tych, którzy przychodzą i są aktywni.

Facebook był czymś jeszcze w Polsce nieznanym, gdzie zatem ogłosiłeś się ze swoją inicjatywą na samym początku i jak to się zaczęło rozwijać. Kto Ci zaufał i wspierał projekt od samego początku?

AK: Swoimi kontaktami i dzięki nagrywaniu materiałów na samym początku bardzo wspomógł nas Maciek Budzich czyli “MediaFan” (dziękuję Maćku za nagrywanie Auli w pocie czoła!). Potem zaczęliśmy pojawiać się prasie “technologiczno-startupowej” (między innymi Antyweb, Dziennik Internautów) i oczywiście i na różnych blogach i forach dyskusyjnych. Ciężko było mówić w 2007 roku o jakimś jednym medium czy osobie, która wspierała Aulę – to był raczej ruch, społeczność, która bardzo szybko zintegrowała się i regularnie pojawiała się na kolejnych spotkaniach. Nie mogę też zapomnieć o pierwszych partnerach i sponsorach – Piotr Pągowski (pracujący w Microsofcie a potem w HP), Dominik Kaznowski (pracujący ówcześnie w Agorze) wspomógł Aulę finansowo tak samo jak Inteligo. Bardzo pomogły nam takie firmy jak Cammedia, Markom Invest, Microsoft, Google, Orange, Krajowy Fundusz Kapitałowy, TVN czy darczyńcy prywatni: Paweł Lipiec, Kamil Gaweł,  Piotr Podbielski. Osobne podziękowania dla Akademii Leona Koźmińskiego i Darii Kowalskiej!

Pociągnięcie tego w pojedynkę też nie było łatwe. Komu Ty musiałeś zaufać na początku?

AK: Aula to zespół ludzi, którzy od samego początku całkowicie non profit budował tę inicjatywę. Z okazji 10 lat chciałbym wszystkim podziękować a szczególnie: Maja Szybińska, Krzyśkowi Kowalczykowi, Jankowi Rychterowi, Igorowi Dzierżanowskiemu, Darkowi i Maćkowi Zielińskim, Macinowi Zarembie, Maćkowi Budzichowi, Michałowi Małyszko, Michałowi Berezowskiemu, Kubie Cyranowi, Kamili Roman, Magdzie Gawlińskiej, Radkowi Gierwiało, Michalowi Sobczykowi i Grześkowi Wolańskiemu, Robertowi Janiszewskiemu, Tomaszowi Dudziszowi, Pawłowi Rutkowskiemu, Michałowi Sobczykowi,  Sławomirowi Smykowi i Oli Lazar. To oczywiście nie wszyscy, którzy przez ostatnią dekadę pomagali, wspierali w najróżniejszy sposób Aulę. To Wasza zasługa gdzie Aula jest obecnie, jak wygląda i jaką się cieszy renomą! Wracając do pytania – ja nie musiałem nikomu ufać tylko otworzyć się na innych i dać im wolną rękę w działaniu.

Masz swoje interesy, rozkręcasz własny startup, za moment coroczna gala rozdania Aulerów, dlatego wypadałoby zadać pytanie – jak bardzo wkręcony obecnie jesteś w Aulę? Na czym polega bieżąca praca przy tym projekcie i kto Cie w nim wspiera.

AK: Aula to obecnie klasyczny NGOs – zarejestrowaliśmy fundację (ja jestem tylko fundatorem), której Panią Prezes jest Maja Szybińska (która de facto tworzy Aulę od ponad 5 lat). Nie mamy rozbudowanej struktury (Maja odpowiada za kwestie organizacyjno-księgowe a ja za merytorykę) ale to w zupełności wystarcza żeby co dwa tygodnie organizować spotkania dla grupy blisko 50-100 osób. Moja rola przy Auli jest coraz mniejsza i sprowadza się do wymyślania kogo można zaprosić i jakie tematy mogą zainteresować publiczność. Nie ukrywam, że po 10 latach pracy nad Aulą szukam idealnego balansu pomiędzy aktywnościami na innych polach i pracą przy Auli. Nie chcę zostawiać tak fajnego projektu więc pomimo tego, że po każdym sezonie mówię sobie “dość, koniec” z początkiem jesieni wracam z nowymi pomysłami.

Jak w ogóle wpadłeś na Aulery? Kiedy gdzieś tam z tyłu głowy po raz pierwszy zakiełkowała myśl o tym, aby zorganizować coś w tym stylu i czy od razu poczułeś, że to po prostu trzeba zrobić. Może ktoś Ci podpowiedział.

AK: Znowu – nie ja wymyśliłem i organizowałem pierwsze sezony Aulerów 🙂 Demiurgiem, autorem pomysłu i organizatorem jest Igor Dzierżanowski, który stwierdził bardzo słusznie, że nie ma nagród dla najlepszych polskich startupów przyznawanych na bardzo prostych zasadach – oceniają doświadczeni fachowcy a nie publiczność czy grono celebrytów. No to zrobiliśmy taki event! Od samego początku udawało nam się wyselekcjonować takie startupy, które potem miały ogromną siłę i przeżywalność. Z grupy nagrodzonych do tej pory 28 firm zaledwie jedna spółka przestałą istnieć – reszta działa, rozwija się i podbija zagranicze rynki. Wśród laureatów są takie startupy jak: Goldenline, Brand24, JakDojadę, inFakt, Migam, Showroom, UXpin, Gastronauci czy SALESManago. Oprócz samych podmiotów jak Aula staramy się wskazywać na osoby, które są ważne dla rozwoju ekosystemu startupowego w Poslce – jak do tej pory wyróżniliśmy Rafała Agnieszczaka, Maćka Jankowskiego, Bartka Golę i Akademię Leona Koźmińskiego.

Jak sądzisz, czy byłoby możliwe zorganizowanie Aulerów bez powstania samej Auli?

AK: Oczywiście, że nie. Bardzo duża część zgłaszających się startupów mówi wprost – chcę bić się o Aulera ponieważ to jest event organizowany przez Aulę Polską, którą podziwiam i szanuję. Pomimo tego, że nagrodą jest symboliczna statuetka (albo wręcz nawet grafika) a nie kasa to bardzo dużo firm traktuje nasz konkurs śmiertelnie poważnie. Patrząc po tym kto wygrwał Aulery, kto potem dostaje zaproszenia od inwestorów wychodzi na to, że jest jakaś magiczna korelacja między byciem nawet finalistą Aulerów a dalszymi sukcesami. Oczywiście żartuje bo wiemy, że część startupów, które się zgłaszają mają już podpisane umowy inwestorskie i ogłaszają kolejną rundę zaraz po Aulerach ale cóż – zawsze fajnie nagiąć rzeczywistość 🙂

AAA to nie tylko Aula, Aulery i AK, ale to również najwyższy możliwy rating przyznawany przez trzy największe agencje ratingowe na świecie:  Standard & Poor’s, Fitch i Moody’s. Ciekaw jestem, czy Ty również przyznałbyś sobie za te dwa projekty tak wysoką ocenę? Ewentualnie zatrzymajmy się przy tym, co chciałbyś zrobić jeszcze lepiej.

AK: Aula i Aulery są projektami, które uważam za ważne dla polskiego community i ekosystemu startupowego ale bez przesady – bez nich świat by się nie zawalił. Jest wiele fajnych inicjatyw w Polsce podobnego rodzaju (wystarczy pojechać do Krakowa żeby nabawić się kompleksów) i wiele z nich mogą spokojnie bardzo szybko stać się “drugą Aulą” gdyby tylko chciały. Wysoka ocena zależy od tego jaką funkcję widzą w Auli i Aulerach goście Auli i startupy – nie chciałby się wypowiadać za nich.

Poniżej relacja z gali Aulerów w 2012 w Gdańsku, na którym wyróżniony został Brand24 czy UXPin – oraz relacje samych zwycięzców. 

Aulę organizujesz od 2007 roku, jednak nagrody przyznawane są od 2009. Nie dokopałem się jednak do relacji z pierwszych dwóch edycji. Jak to wtedy wyglądało?

AK: Aulery zorganizowane w 2009 i 2010 roku urządziliśmy w budynku New Connect – było  bardzo poważnie i fajnie bo zaproszeni goście i startupy czuły magię giełdowego parkietu. Nie bardzo wiedzieliśmy w jaką stronę rozwinąć same nagrody więc po prostu wspieraliśmy się na głosach branżowych specjalistów, inwestorów i doświadczonych menadżerów. Każda kolejna edycja Aulerów to był skok jakościowy i ilościowy i tak już jest do teraz.

Jak w te 10 lat zmieniła się Aula, Aulery i sam AK?

AK: Straciłem dużo włosów, przybyła mi dwójka dzieci i wiele nowych pomysłów jak zmienić świat. Aula z siedziby Novella a potem Wydziału Mechatroniki przeniosła się do Akademii Leona Koźmińskiego. Ze spotkań dwudziestoosobowych zrobiły się i takie gdzie przychodziło 350-400 ludzi. Aulery gościły na Wybrzeżu w hali Ergo Arena, w Pałacu Kultury przy okazji Bitspiration, na GPW i w Muzeum Żydów Polskich….Poznałem wiele nowych osób, przez Aulę przewinęły się tysiące osób, setki prelegentów, zjedliśmy wagon pizzy i wielokrotnie podczas naszych czwartkowych spotkań ktoś prezentował coś co było absolutną nowością i miało premierę właśnie na Auli. Dodatkowo Aula ruszyła w Polskę – mamy 12 oddziałów w których spotykają się miłośnicy technologii i startupów. Planujemy również otworzyć placówki w Berlinie i Dolinie Krzemowej.

Forma Auli trafiła w punkt. 20 minutowe wystąpienia, same konkrety, bez marketingowej papki, szczere anegdoty i fakty. To wyniosło inicjatywę na wysoki poziom. Jednak czy nie masz wrażenia, że po tylu latach ludzie oczekują od Ciebie i Auli jeszcze czegoś więcej?

AK: Oczywiście! I to jest wlasnie ten problem o którym mówiłem wcześniej – po każdym sezonie jestem totalnie wypruty i przybity tym, że na jesieni musimy zacząć po raz kolejny z “wysokiego c” i nie zawieść oczekiwań. To jest z jednej strony strasznie rajcujące ale z drugiej nakłada na mnie coraz to nowe obowiązki. Cieszę się, że w samej tylko Warszawie jest tyle różnych eventów i spotkań – Aula stała się częścią ekosystemu i nie musi już na sobie dźwigać całego ciężaru.

Artur, dzięki za wyjaśnienie wszystkich kwestii związanych z Aulą, teraz robimy krok dalej i przechodzimy do Aulerów. Przeglądam http://aulery.com/, zadaję sobie pytanie – dlaczego wziąć w tym udział? Z jednej strony nie widzę konkretnej zachęty ze strony organizatorów, bo nie przyciągasz nagrodami, z drugiej patrzę na jedne z najbardziej medialnych polskich startupów ostatnich lat. Wcześniej wspominałeś, że ludzie szanują Aulę, ale bez przesady. Wyjaśnij mi, jak to działa i co przyciąga.

Aulery są nagrodami przyznawanymi przez ludzi z branży VC, aniołów biznesu, liderów społeczności i doświadczonych menadżerów z międzynarodowych korporacji. Mając taką grupę ludzi oceniających twój startup możesz być pewien, że dzięki udziałowi w Aulerach dostaniesz bardzo cenny feedback – samo pojawianie się w grupie finalistów to mega wyróżnienie. Nie ma nagród finansowych, nikt nie podpisuje z tobą umowy na scenie ale naprawdę każdy kto się do Aulerów zgłasza wpada pod lupę największych inwestorów w Polsce.

Gdy tworzyłeś Aulery, to wzorowałeś się na jakimś zagranicznym evencie, czy raczej mówimy tutaj o rozwoju typowo ewolucyjnym? Ewentualnie pochyl się nad tym, co najbardziej zmieniało się na przestrzeni tej dekady.

Odp: Aulery jako konkurs stworzył Igor Dzierżanowski – z tego co pamiętam to była odpowiedź na brak takiego konkursu w Polsce. Mówimy o 2009 roku kiedy na hasło “startupy” większość ludzi w Polsce wzruszała ramionami. Oczywiście były różne konkursy, którym się przyglądałem (jak na przykład Webby czy Crunchies) ale po wstępnym rozpoznaniu rynku okazało się, że to nie ma prawa się przyjąć w Polsce. Nie ten poziom partnerów i sponsorów potrzebny żeby zrobić tak duże wydarzenie. Cieszę się, że Aulery zachowały “offowy” charakter i nie są transmitowane w TV.

O samej formie również jesteś dość oszczędny, a ja chciałbym rozłożyć ten konkurs na części pierwsze. W każdym roku wyróżniacie kilka startupów, ale przecież wygrany może być tylko jeden, Jak to jest?

No więc właśnie nie ma ani pierwszego miejsca ani nagrody pocieszenia. Nie mamy co prawda kategorii ale każdy kto otrzymuje statutetkę Aulera jest zwycięzcą. Dodatkowo poza nagradzaniem startupów Aula chce promować dobre wzorce więc przyznajemy też specjalnego Aulera ludziom i instytucjom, które przyczyniają sie do rozwoju ekosystemu startupowego w Polsce. Na samym początku taki sposób prowadzenia konkursu powodował zamieszanie – przychodzili do nas zwycięzcy i pytali czy dostali złotego czy srebrnego Aulera.

Mamy też jury złożone z ponad 30 osób, więcej się nie dało? Może jeszcze powiesz, że wszyscy spotykacie się na gali, a te profilówki, nie są tylko dla ozdoby.

Nie dało bo nie ma więcej doświadczonych ludzi w Polsce. Tak naprawdę taki mix jurorów pozwala naprawdę szeroko oceniać startupy – nie tylko przez pryzmat biznesowy. Jestem bardzo dumny, że wśród członków Jury są przedstawiciele polskich portali, mediów i osoby kojarzone z pierwszą setką najbogatszych Polaków.

Jak zatem przebiega proces głosowania i podejmowania decyzji? Masz do tego jakiś szablon i liczycie punkty, czy wygląda to jak w Sejmie?

Aulery od 9 lat działają tak samo – najpierw jest sito, które głównie odcedza małe projekty, “wannabe-startupy”, kulawe pomysły i takie, które zbudowane zostały tylko w celu pozyskania funduszy unijnych. Następnie wybieranych jest 20-30 najbardziej rokujących startupów (finaliści) a z nich Jury wybieraj 3-4 zwycięzców. Ja nie biorę udziału w głosowaniu Jury więc nie mam wpływu na to kto wygra. Nie mają na to wpływu sami inwestorzy (jeśli masz 30 osób w jury to szansa, że przekonasz pozostałe kilkadziesiąt osób żeby głosowali na startup z twojego portfela jest bardzo mała). Oczywiście inwestorzy nie mogą głosować na swoje startupy. Jury ocenia finalistów punktami uwzględniając skalowalność, możliwości ekspansji międzynarodowej, zespół, pomysł, wdrożenia itd. Nie interesują nas suchy dane na przykład, że firma miała przychód na poziomie miliona złotych. Jury potrzebuje wiedzieć dużo więcej żeby podjąć decyzję o tym kto dostanie Aulera.Zdradź nam może jakieś smaczki zza kulis tego typu przedsięwzięcia. Zastanawia mnie, czy zdarzają się jakieś tarcia między jurorami, czy forma punktacji jednak sprawia, że wszystko jest jasne i ludzie podchodzą do tego bez emocji. Był kiedyś po prostu remis między kilkoma z projektów, ewentualnie powiedz, kto otarł się o Aulera, ale jednak go nie otrzymał, czy też otrzymał go po ciężkiej walce!

Odp: Niestety nie mam żadnych krwistych przykładów bo jurory nie pracują ze sobą – drogą mailową dostają finałowy skład zakwalifikowanych startupów i głosują. Nigdy nie zdarzył się remis – po prostu w wielu wypadkach zwycięzcy mają duża przewagę. To świadczy też o jakości biznesowej zwycięskich startupów – niezależnie od składu jury wszyscy członkowie “podświadomie” wskazują te same firmy.

Każdego roku widzę, że w czołówce są silne marki, które Aulerów w sumie do niczego już nie potrzebują. To stwierdzenie może być jednak mylne, ponieważ szczerze nie mam pojęcia, na jakim etapie był każdy z tych startupów, gdy został wyróżniony, a to jest w sumie kluczowe pytanie. Do czego zmierzam – powiedz, na ile zatem można się na Aulerach tylko polansować, a na ile rzeczywiście wybić?

Nie jest to do końca prawda – Brand24 kiedy dostawał Aulera w 2012 roku był znanym polskim startupem dopiero zaczynającym swoją przygodę międzynarodową. Tak samo z UXPin czy SalesMANAGO. Do ścisłego grona finalistów nie trafią startupy wyceniane na kilkadziesiąt milionów bo one sobie dadzą radę bez tej nagrody. Aulery to nie jest konkurs piękności czy miejsce gdzie sponsorzy kupują sobie tytuły. Nie jesteśmy też dobrym partnerem dla tych naprawdę malutkich startupów ponieważ je po prostu odrzucamy na poziomie zgłoszeń. Aulery mają być takimi dopalaczem, który wypchnie fajny, dobrze rokujący i rosnąć biznesy na nową orbitę. Codewise nie dostałby nigdy Aulera. Tak samo jak Allegro czy CD Projekt RED.

Chciałbym poznać jakieś ciekawe success story, oparte właśnie o ten konkurs. Perełkę, odkrytą właśnie tam, podczas gali Aulerów. Projekt, dla którego ten konkurs był czymś więcej, niż tylko wpisem do startupowego CV.

Proszę bardzo – Migam. Dziewczyny i chłopaków z Migam poznałem jako osoba oceniająca po raz pierwszy podczas Startup Fest organizowanego przez Agorę. Wszyscy w jury czuliśmy, że to nie jest pomysł na biznes taki jak Uber ale przez to co robią i dla kogo niosą ze sobą potężną dawka pozytywnych emocji. Poprosiłem Sławka Łuczywka i Przemka Kuśmierka żeby zgłosili Migam do Aulerów. Przeszli jak burza i dostali bardzo wysokie noty co przełożyło się na wygraną. Wiem, że Aulery pomogły im wizerunkowo i dały kolejnego kopa do działania. Nadal trzymam za nich kciuki i pomagam jak mogę bo cholernie brakuje w Polsce takich projektów opartych głównie o niesienie pomocy a nie koncentrowanie się tylko na zyskach.

To teraz pytanie z drugiej strony – największe pudło lub inaczej – pozytywne zaskoczenie Aulerów.  Którego startupu nie doceniliście i w konsekwencji nie otrzymali Aulera, a teraz radzi sobie tak, że kilku osobom z jury może być zwyczajnie głupio? 🙂

AK: Nie prowadzę takich statystyk. Musiałbym mieć zespół kilku osób gromadzących i analizujących losy wszystkich uczestników i firm zgłaszających się do Aulerów. Jury nie kwalifikuje startupów więc śpią spokojnie 🙂

Poniżej Stefan Batory i jego startup Booksy, zwycięzca Aulerów w roku 2016. To aplikacja do rezerwacji wizyt – w marcu tego roku udało mu się pozyskać ponad $4M wsparcia od inwestorów, w sumie ponad $7M.

Może jednak będą nagrody? To mogłoby przyciągnąć ciekawe projekty również z zagranicy, nieco umiędzynarodowić konkurs. Czy raczej nie zamierzasz rozwijać tematu w tym kierunku? Podejrzewam, że zorganizowanie fajnej nagrody to dla Ciebie kwestia wykonania paru telefonów. Nie kusi chociaż spróbować, tak na jedną edycję?

AK: Nie, Aulery nie będą miały nigdy niczego poza satysfakcją. Czasami zgłaszają się partnerzy, którzy oferują zniżki czy specjalne usługi tylko dla zwycięzców Aulerów (w 2012 roku HP zasponsorowało kilka laptopów) ale to nie buduje wartości tej nagrody. Co do “umiędzynarodowienia” – próbowaliśmy ale ponieśliśmy klęskę. Polska nie ma tego “czegoś” co przyciąga startupy z CEE. Bez dużych inwestycji i promocji to jest niewykonalne.

Jesteśmy miesiąc przed galą Aulerów, która odbędzie się już 8-go czerwca na Campus Warsaw, świetnej miejscówce dla startupów stworzonej przez Google. Miejsce domyślam się nieprzypadkowe. To bodajże pierwszy raz w tej lokalizacji, skąd ta zmiana?

AK: Campus Warsaw to obecnie najlepsze w Warszawie miejsce związane ze startupowym ekosystem. Było wiele prób i podejść do pogodzenie interesu korpo i startupów ale mam wrażenie, że tylko w Campus Warsaw się to w pełni udało. Odbędą się tam Aulery ale planuję już kilka kolejnych wydarzeń związanych z tym miejscem. Szczegół ma jesieni.

Campus Warsaw to 600 metrów kwadratowych przestrzeni Google przeznaczona dla startupów zlokalizowana w Praskim Centrum Koneser, przy ulicy Ząbkowskiej 27/31. Poniżej zdjęcie z jego wnętrza.Kiedy startowałeś z tym projektem 10 lat temu, to z jednej strony nie byliście znami, ale nie było podobnych konkursów na rynku. Obecnie Aulery kojarzy wiele osób ze środowiska, jednak o atencję musicie walczyć z nieporównywalnie większą ilością podobnych konkursów, programów akceleracyjnych, czy korpo, które polują na ciekawe projekty.

Co mam na myśli – kiedyś Aulery były wielką szansą, bo nie było innych alternatyw, obecnie już chyba nie do końca, aczkolwiek stanowią przy tym świetną trampolinę w walce o uwagę ze strony potencjalnych inwestorów.

Przechodząc do sedna: Czy to, że rynek się tak rozwinął, działa na Twoją korzyść, czy nie? Zainteresowanie wzrasta, utrzymuje się na podobnym poziomie, czy spada.

AK: Zainteresowanie Aulerami jest stałe – nie prowadzimy bardzo dużej kampanii, wykorzystujemy np. reklamy na Facebooku i content marketing ale nic poza tym. Ponieważ nie jest to komercyjne wydarzenie więc ciężko jest nam rozwijać jakoś skokowo je mając malutki budżet. Powstało w ciągu ostatnich lat bardzo dużo inicjatyw, konferencji i konkursów, które używają “startup” w swojej nazwie – nie uważam, że to jest konkurencja dla Aulerów bo my mamy środowiskowy “fejm” i bardzo dobre doświadczenie w organizowaniu jak i przyciąganiu fajnych projektów. Ja nie muszę zarobić na kolejnej edycji konkursu więc mam zupełnie inną motywację w jej tworzeniu.

Na zakończenie chciałbym dowiedzieć się, na jakim etapie przygotowań jesteście. Domyślam się, że 10 lat, to praktycznie rutyna, czy jednak wcale tak nie jest? Powiedz mniej więcej jak wiele startupów zgłosiło się obecnie, czy zazwyczaj bywa tak, że najwięcej zapisów jest na ostatni gwizdek? Jak zapatrujesz się na tegoroczną edycję?

AK: Zgłosiło się ponad 50 startupów więc będzie z czego wybierać. Czekamy na niezdecydowanych do 26 maja a potem nastąpi wybór i przekazania listy jurorom. Wiem, że dużo osób czeka do samego końca i będziemy mieli jeszcze kilkanaście zgłoszeń ostatniego dnia więc może pobijemy rekord poprzednich edycji ale to nie jest celem samym w sobie. Wolałbym żeby zgłosiły się 3 naprawdę super rokujące firmy niż 300 tych mniej fajnych.

Artur, wielkie dzięki za poświęcony czas i interesujący wywiad. Prawdopodobnie odpowiedzieliśmy na wszystkie pytania, będę przyglądał się obecnej edycji.

Poświęć minutę i zgłoś swój startup do Aulerów. To nic nie kosztuje, a można sporo zyskać. Pamiętaj, jednak, że czas nagli – zgłoszenia tylko do piątku 26 maja w tym miejscu – Aulery.com 🙂 

Napisz coś od siebie!