Gdybyś miał wskazać jednego z sąsiadów Polski, w którym tkwi najbardziej niewykorzystany potencjał? Oczywiście odpowiedzi szukałbyś na wschodzie, pierwsza myśl Białoruś lub Ukraina, jednak biorąc pod uwagę potencjał ludzki oraz zasobów naturalnych, to zdecydowanie decyzja padłaby na tą drugą opcję.

Ukraina to 45 milionów ludzi, z których przeszło połowa mieszka na wsi. To bogate złoża ropy naftowej, wielkie kopalnie i żyzne gleby, a przy tym konflikt w Donbasie, wszechobecna korupcja i niestabilność polityczna zarówno ta wewnętrzna, jak i zewnętrzna, czytaj Rosja i separatyści. Niezły mix, gdzie w tym wszystkim czas i miejsce na startupy i nowe technologie?

Oczywiście nie jest to temat, któremu uwadze poświęca się czas w mediach, a biedne i zadłużone państwo nie ma środków na wsparcie finansowe startupów, także próżno szukać tam czegoś na kształt naszego Narodowego Centrum Badań i Rozwoju czy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jednak startupów rozwijanych na Ukrainie w żadnym wypadku nie należy lekceważyć, czy o nich zapominać. To właśnie tam zespoły młodych ludzi bez wielkiego wsparcia ze strony mentorów czy innych inwestorów, tworzą rozwiązania w pierwszej kolejności użyteczne – stawiające czoła konkretnym problemom, niż jak to bywa na zachodzie – hipsterskie aplikacje nakierunkowane na rozrywkę.

Zaprezentuję Wam zatem trzy interesujące ukraińskie startupy, które wybrały właśnie tą pierwszą drogę, niezależnie od tego jak trudna się ona wydaje, ani jak odległy jest sam cel, który sobie stawiają.

Edible Vaccines – czyli jadalne szczepionki w formie sałaty na Twoją kanapkę.

Zapewne nie zdawałeś sobie sprawy, lecz aż 30 milionów dzieci na całym świecie nie ma dostępu do szczepionek. Te kwestie są szalenie ważne szczególnie w krajach trzeciego świata, gdzie rocznie 1,5 miliona ludzi traci życie właśnie przez to, że nie zostali zaszczepieni. To oczywiste, że mamy w tym wypadku do czynienia z bardzo dużym problemem, którego nie bardzo wiadomo, jak rozwiązać.

szczepionkaW końcu organizacje charytatywne poświęcają miliony dolarów na pomoc w dostarczaniu niezbędnych leków i szczepionek szczególnie do krajów Afryki, jednak biorąc pod uwagę skalę problemu, to cały czas za mało, a rozwiązanie jest doraźne. Co więcej, przyrost naturalny w krajach trzeciego świata sugeruje, że szczepionek cały czas będzie brakować.

Co można zatem z tym zrobić? W zupełnie inny sposób podeszła do tematu grupa naukowców i studentów z Kijowa. Jako, że koszt szczepionek jest cały czas relatywnie wysoki, a innowacje w tym segmencie idą szczególnie wolno, postanowili samodzielnie wypracować tańszą alternatywę do obecnych form szczepienia.

Jednakże do tego, aby zaszczepić ludzi na osobnym kontynencie nie wystarczą same szczepionki. Potrzebne są laboratoria, lekarze oraz chłodnie do ich przechowywania, co pociąga za sobą ogromne koszty, w związku z czym próg wejścia charytatywnie w ten temat jest dość wysoki, a najczęściej wręcz zaporowy.

Punktem wyjścia dla zespołu z Kijowa było zatem opracowanie możliwie jak najbardziej skalowalnej metody tworzenia szczepionek (niskie koszty jednostkowe), która tym samym niosłaby ze sobą również niskie koszty wprowadzenia i utrzymania tego typu rozwiązana gdziekolwiek na świecie.

edible-1Idealne połączenie

Zespół w jednym z kijowskich uniwersytetów zaczął testować połączenie szczepionek wraz z różnymi rodzajami roślin. Wybór wydawał się być naturalny, biorąc pod uwagę, jak niewiele wymagań stawia przed sobą tego typu hodowla. Odpowiednie nawodnienie czy utrzymanie określonej temperatury, można osiągnąć w typowej szklarni, a koszty są nieporównywalnie mniejsze niż przy wykorzystaniu chłodni dla szczepionek. Ponadto, zwiększenie produkcji nie pociąga za sobą kolejnych, znacznych nakładów finansowych.

Naturalnie zaczęto testować rozwiązanie z różnego rodzajami roślin, w tym typowymi warzywami. Jak się później okazało, w szklarni typowe antygeny wykorzystywane przy tworzeniu szczepionek świetnie wchłaniały się w takie rośliny jednoroczne jak na przykład sałata.

rozwiazanie

Prezentacja projektu podczas spotkania ukraińskich startupów w Krakowie

Mam na myśli taką samą sałatę, jaką od czasu do czasu zdarza Ci się zjeść na swojej kanapce. Identyczna w  smaku, natomiast zawierająca już odpowiedni antygen, posiadająca tym samym właściwości dla typowej szczepionki.

Ta zwykła sałata ma o wiele więcej zalet niż mogłoby się początkowo wydawać. Jest o wiele tańsza w stworzeniu, bardziej ekonomiczna w utrzymaniu, nie mówiąc już o samym przyswojeniu. Wolisz zjeść dwie kanapki z sałatą, czy pójść się zaszczepić? Perspektywa spotkania z igłą z pewnością przekonałaby nawet tych, którzy za jej konsumpcją nie przepadają. To wydaje się zatem tak proste. Jednakże tylko z pozoru. Przed zespołem młodych naukowców z Kijowa stoi jeszcze długa droga.

Pochodzące z klimatu umiarkowanego sałaty to warzywa, które z łatwością można hodować na każdej szerokości i długości geograficznej. Naturalnie, hodowla formy posiadającej określone alergeny wymaga nieco bardziej określonych warunków, lecz w dalszym ciągu chodzi tutaj o to, co można osiągnąć w typowej szklarni.

timelinePoczątek długiej drogi

Cała praca to efekt 4 letnich badań zespołu, któremu udało się utrzymać hodowlę jadalnych szczepionek. To projekt, który ma szanse otworzyć drzwi dla zupełnie nowej drogi w podejściu do medycyny. Trzeba pamiętać o jednym. Sałata ze szczepionką to już nie jest tylko warzywo. To już jest lek, tego się nie da sprzedawać tak jak butów czy bananów. To bardziej skomplikowane niż typowy eksport, postawienie filii w kraju, na którego rynek chce się wejść ze swoim produktem.

Leki to niestety zupełnie inna bajka. Ze względu na ogrom obostrzeń prawnych związanych z wprowadzeniem tego typu innowacji, w krajach rozwiniętych nie ma większych szans na wprowadzenie jadalnych szczepionek w ciągu 10 lat na rynek masowy. To szereg testów i badań klinicznych, które nawet we współpracy z tak wielkim koncernem jak Bayer zajęłyby co najmniej dekadę.

Jednakże to, co w Europie wydaje się być tak odległe, wcale nie musi takie być w krajach trzeciego świata, które nie posiadają tak zawiłych procedur związanych z wprowadzeniem leków do obiegu – bo po prostu permanentnie brakuje im leków. Co więcej, w ich przypadku, w wyniku braku jakichkolwiek innych alternatyw, otwarcie się na tego typu innowacyjne rozwiązanie byłoby wręcz ratunkiem dla tysięcy istnień ludzkich.

Najbardziej realny scenariusz

To jest właśnie najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Edible Vaccines. W pierwszej kolejności wejście we współpracę z partnerem, który posiada odpowiedni know-how do tworzenia leków na skalę masową, dzięki czemu koncepcja jadalnych szczepionek miałaby szansę realnie zaistnieć.

W drugiej kolejności firma z branży dzięki swojej pozycji byłaby w stanie wynegocjować wejście tego typu innowacyjnego rozwiązania na rynek kraju, który ma realny problem z zaszczepieniem swoich mieszkańców. Kraj z realnym problemem szczepień, bez alternatyw, lub którego jedyną alternatywą jest pozostawienie swoich obywateli samych sobie, czyli w praktyce na śmierć. Tylko w takim środowisku projekt Edible Vaccines miałby realne szanse na podążenie ścieżką przyspieszoną.

30 milionów dzieci nie ma na świecie dostępu do szczepionek i prawdopodobnie drugie tyle dorosłych. To ogromny rynek, na którym to jadalne szczepionki w postaci sałaty, marchewek czy pod jakąkolwiek inną formą – mogą okazać się rewolucją. Niemniej jednak nie należy zapominać o konflikcie interesów koncernów farmaceutycznych, którym po prostu opłaca się sprzedawać swoje leki drożej. To chęć większego zysku skuteczniej wstrzymuje wiele innowacji, nie tylko w medycynie (vide po co starać się szukać sposobu, aby wyleczyć miliony ludzi z nieuleczalnej choroby, gdy można sprzedawać im całe życie swoje leki?).

ja-i-victoria

Ja oraz sympatyczna Victoria Bidiuk z Edible Vaccines, która przyjechała do Krakowa wprost z Kijowa.

Edible Vaccines to projekt bardzo ambitny, który powinien postarać się utorować sobie drogę w  pierwszej kolejności w krajach, które nie posiadają apteki na każdym rogu ulicy. Jadalne szczepionki w postaci sałaty na Twoją kanapkę brzmią jeszcze abstrakcyjnie, aczkolwiek ten kierunek rozwoju leków posiada ogromny potencjał, któremu należy się przyglądać. Trzymam kciuki za to, aby zespół Edible Vaccines jeszcze się nam wszystkim przypomniał.

Startup ten miałem przyjemność poznać na początku listopada w Krakowie podczas programu KRK Road to Success, organizowanym przez Ad-Ventures, na który zaprosili 10 startupów z Polski i Ukrainy. Wkrótce zamierzam opisać kolejne z nich, ponieważ podejmują się bardzo ambitnych projektów, które zwyczajnie warto znać.

Napisz coś od siebie!