DocPlanner, niemal pewny kandydat na polskiego jednorożca, przygotowuje się do kolejnej rundy finansowania. Firma ciągle zwiększa nakłady na ekspansję i przekonuje do siebie coraz to nowsze rynki.

Przyszły polski unicorn?

DocPlanner to system do obsługi obiektów medycznych, którego fundamentem jest ZnanyLekarz – nomen omen bardzo znany serwis do rejestracji wizyt u lekarzy i pokrewnych specjalistów. Póki co, przy okazji ostatniej rundy finansowania, wyceniono go na prawie miliard złotych. Piotr Radecki, CEO firmy, staje na głowie, aby zamienić wartość w złotówkach na wartość w dolarach. Dla świętego spokoju powinien pomnożyć obecną wartość firmy razy cztery. Moglibyśmy wówczas mówić o polskim unicornie. Radecki szanse ma bardzo duże, bo cały czas skupia się na zdobywaniu coraz to nowszego kapitału.

Cały czas rosnąć

– W drugim kwartale chcemy zorganizować kolejną rundę finansowania, w której wezmą udział dotychczasowi i nowi inwestorzy. Trudno na razie mówić o konkretnych kwotach, ale na pewno chcemy przeznaczyć około 50 mln z tej rundy na przejęcie włoskiej spółki z branży – mówi “Pulsowi Biznesu” Radecki. CEO DocPlannera nie zdradza, o którą firmę chodzi, ale twierdzi, że ma ona bardzo dobry system do obsługi placówek medycznych, które stanowią klientelę w pewnym stopniu mu już znaną. Jednocześnie przedsiębiorca podkreśla, że nie zależy mu na otwieraniu wyważonych drzwi. Jego narzędzie nie ma zastępować już istniejących systemów do zarządzania punktami medycznymi, a tylko integrować się z nimi. – Nie będziemy (…) konkurować z firmami IT, które dostarczają oprogramowanie do zarządzania placówkami medycznymi, widzimy jednak pole do rozwoju w segmencie zarządzania wizytami pacjentów – zdradza Piotr Radecki.

Zwiększanie zasięgu

Obecnie DocPlanner może pochwalić się 53 tysiącami płacących klientów, z czego 14 tysięcy w Polsce. Wyraźnie widać tutaj ambicje międzynarodowe. Liczbę lekarzy przyjmujących pacjentów w prywatnych gabinetach szacuje się w Polsce na 60-70 tysięcy, więc jest jeszcze co robić na tym rynku, ale jak mówi Radecki “(…) w kolejnych latach nasze wyniki będą rosły przede wszystkim dzięki takim rynkom, jak Brazylia, Meksyk, a także Kolumbia i Chile. Póki co firma działa w 15 krajach, a biura sprzedażowe ma w ponad połowie.

Ekspansja na Amerykę Łacińską jest możliwa dzięki przejęciu pochodzącej z Barcelony firmy Doctoralia Internet SL. Wykup lidera wśród medycznych usług online na rynkach hiszpańskojęzycznych odbył się w wyniku wygrania rundy finansowania wartej 20 milionów dolarów (fundusz Target Global, 2016 rok). Wykup Doctoralii pozwolił ZnanemuLekarzowi na umocnienie pozycji światowego lidera w zakresie usług medycznych online. W momencie przejęcia hiszpański potentat mógł pochwalić się 9 milionami unikalnych użytkowników miesięcznie pochodzących z Hiszpanii i Ameryki Łacińskiej, a właściciel ZnanegoLekarza, DocPlanner, 8 milionami unikalnych użytkowników, z czego 90% pochodzących z Europy. Łatwo policzyć, że ich połączone siły już w 2016 roku potrafiły wygenerować ponad 17 milionów nowych userów każdego miesiąca.

– Na razie nie myślimy o wejściu na kolejne rynki zagraniczne. Na tych, na których już jesteśmy, mamy jeszcze dużo do zrobienia – mówi Piotr Radecki. – Przez kilka najbliższych lat co roku możemy podwajać wynik.

Konkurencja nie śpi

DocPlanner nie jest oczywiście jedynym tego typu produktem na rynku. Zdaje sie, że globalnie największe zagrożenie prezentuje obecnie francuski Doctolib i indyjskie Practo wspierane m.in. przez Google. Ale ZnanemuLekarzowi dobrze jest tam, gdzie jest. Polską konkurencję Radecki kwituje dobitnie, a jednocześnie podkreśla, że nie wszystkie rynki muszą go interesować. – Na polskim rynku właściwie nie mamy konkurencji, jeśli nie liczyć papierowych kalendarzy, których wielu lekarzy wciąż używa do zapisywania wizyt pacjentów. (…) my natomiast nie wybieramy się np. do Indii.

Spółka ZnanyLekarz.pl w 2017 roku wygenerowała 22,7 milionów przychodu i 3,3 miliona zysku netto. Dane za ostatni rok pozostają tajemnicą.

Źródło: pb.pl, lekarz.znanylekarz.pl

Napisz coś od siebie!