Dawno nie było tutaj żadnego startupu z Afryki. Może to dziwić, szczególnie, że Startup Cribs dedykowane jest startupom z całego świata właśnie, również tym z czarnego lądu. Powód? W zasadzie prosty, bo o ile startupy  tego regionu bywają bardzo osobliwe, (jak na przykład alternatywna wersja Ubera w Rwandzie) to po prostu o wiele rzadziej da się znaleźć coś, co może okazać się rzeczywiście interesujące na tyle, aby to opisać i rozłożyć na części pierwsze.

Poza tym Afryka wszystkie innowacje przyswaja z co najmniej kilkuletnim opóźnieniem i większość z tamtejszych startupów stanowi kopię lub zmodyfikowaną formę tego, co już jest nam wszystkim znane z Europy czy Stanów. Prosty schemat, niezależnie od tego, gdzie pojawia się innowacja, w Europie, Azji, USA, czy na Bliskim Wschodzie, do Afryki i tak trafia na samym końcu.

Analogicznie jest ze startupem, który odgrywa główną rolę w tym artykule. Chodzi mianowicie o Afrostream – rozwiązanie, które już samą swoją nazwą zdradza wiele. To portal, którego model biznesowy zawiera się w skrócie SVOD – subscription video on demand. Innymi słowy, jest to serwis, który umożliwia oglądanie filmów i seriali w modelu subskrypcyjnym.

afro1Klon Netflixa

Afrostream daje dostęp do zasobów wideo (filmów, komedii, programów dokumentalnych, seriali) ludziom z całego świata, którzy zafascynowani są kulturą Afryki. Na samym kontynencie żyje ponad miliard ludzi, z których to 300 milionów ma dostęp do Internetu. To ogromny, niezaorany rynek, który jest już gotowy na tego typu rozwiązanie, jakim jest klon Netfilxa – największego internetowego serwisu w modelu SVOD na świecie.

Przed rokiem, w październiku 2015 roku twórcy startupu, Tonjé Bakang Tonje, udało się pozyskać nieujawnioną kwotę od Orange. Ze względu na brak odpowiednich zasobów w Afryce, projekt został rozwijany we Francji, gdzie w Paryżu ma swoją siedzibę.

Sam startup przeznaczony koncentruje się przede wszystkim na rynku afrykańskim, którego potencjał ocenia na 10 milionów regularnych odbiorców miesięcznie. To 3% internautów. Wartości wydają się dość optymistyczne, jednakże Afrostream nie zamyka się wyłącznie w Afryce.

Entuzjastów afrykańskiej kultury, jak i tych wywodzących się z Afryki na całym świecie są dziesiątki milionów, dlatego też Afrostream nie zamierza ograniczać geograficznie dostępu do swoich zasobów. To cwany ruch, zespół ma bowiem świadomość, jak wielu jest zagranicznych klientów (afroamerykańskich), którzy mogą sobie pozwolić na płacenie kolejnego abonamentu w stylu Netflixa, mieszka właśnie poza granicami Afryki.

afro2Liczby startupu

Za 6,99€ miesięcznie Afrostream oferuje dostęp do wszystkich swoich zasobów. Dla kontrastu Netflix liczy sobie minimum 7,99€, także jest nieco tańszy od swojego konkurenta. Posiada również kilka cech, które uważa za przewagi nad Netflixem, przy których należy się zatrzymać choć na moment.

W przeciwieństwie do Amazon Prime Video, czy Netflix, który oferuje Tobie setki tysięcy pozycji Afrostream stawia jakość ponad ilość (a przynajmniej taki PR stosuje). W czym rzecz? O ile startupowi udało się dopiąć umowy z Warner Bros, Lionsgate, Sony czy Viacom, to najprawdopodobniej nigdy nie będzie mógł konkurować skalą z Netflixem i jego biblioteką.

Strategia, jaką stosuje w mediach, opiera się o konsekwentne kreowanie się na serwis SVOD z biblioteką wideo wyjątkowej jakości. Wypadałoby postawić przy tym jednak znak zapytania, można w to powątpiewać, szczególnie, że gdy na końcu głowy ma się świadomość, że  w dalszym ciągu są to afrykańskie produkcje, nic tejże kulturze nie ujmując.

Jest to nic innego jak sprytna próba przekucia swojej największej wady w zaletę. Afrostream uważa, że ich odbiorcy nie potrzebują wszystkich produkcji, a wyłącznie kogoś, kto podpowie im, co rzeczywiście warto spożytkować pół godziny ze swojego dnia. Tu właśnie pojawia się ten startup wraz ze swoją wartościową, tematyczną biblioteką. Wkrótce również z własnymi produkcjami, jednakże jest to póki co melodia przyszłości.

Podsumowanie

Afrostream ma jasno określony cel. Chodzi o dostarczanie najwyższej jakości dzieł afrykańskiej kultury, za cenę mniejszą niż oferuje to Netflix. Jest to racjonalne podejście, które składa się w logiczną całość. Biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że na platformie będziesz mógł zobaczyć stand-upy, filmy dokumentalne (niekoniecznie te z National Geographic), a nawet bajki dla dzieci, tworzy to obraz dosyć kompletnej oferty dla kogoś, kto zainteresowany jest kulturą Afryki.

Ponadto, we Francji startup dopiął deal z operatorem telewizyjnym TF1, dzięki czemu dla 12 milionach gospodarstw domowych można obejrzeć właśnie zasoby Afrostream w swoich smart TV. Dobry ruch, biorąc pod uwagę jak wielu mieszkańców Francji przybyło właśnie z Afryki, to powrót do korzeni dla tych nadal zainteresowanych kulturą swoją i swych przodków.

Na chwilę obecną dostępni są 24 krajach, od Wybrzeża Kości Słoniowej po Madagaskar, a dostęp do biblioteki masz nie tylko z poziomu komputera czy tabletu, ale również telewizora czy smatfona. O ile kinematografia afrykańska może nie rzucać na kolana, o tyle nie oznacza to wcale, że tematyka nie jest pociągająca. Weźmy chociażby przykład filmu Beasts of No Nation, który został nakręcony w większości w Ghanie. Biorąc  zatem pod uwagę wszystkie plusy oraz minusy, bilans wypada na korzyść Afrostream.

PS. Wszystkich sceptyków warto odesłać w wolnej chwili właśnie do Beasts of No Nation. Jeden z najlepszych filmów traktujących o problemach Afryki, który de facto jest produkcji Netflix.

 

Napisz coś od siebie!